2 lut 2010

JAK SIĘ ROBI SALTO ŚMIERCI

Bardzo dawno temu, w czasach gdy jeszcze niewielu ludzi potrafiło czytać, a pozostali znali tylko niektóre litery, Bogusław Polch wykonał „Salto Śmierci”. Tzn. nie tyle skoczył z obrotem i skręcił kark ile wyrysował komiks pod tym tytułem. Salto było ostatnią odsłoną czteroczęściowej miniserii przygód Kapitana Żbika, popełnioną wespół z Władkiem Krupką w roku 1972. W superskrócie quadrologia opowiadała o trzech cyrkowych akrobatach, którzy kradli aż wpadli. Fabuła była na tyle atrakcyjna, że na jej motywach powstał jeden z odcinków przygód Borewicza - „Skok śmierci”. Od strony graficznej Salto jest klasycznym przykładem wczesno-polchowskiego realizmu szczegółowego, czyli kalendarz na ścianie ma wypisane wszystkie dni, paczka fajek ma banderolę i logo a na stole leży magazyn „Burda”. Podobno Bogusław dostawał za jeden album siano równowartości ceny Fiata 125p, lecz go nie kupował bo nie miał talonów. Szkoda bo odcinki były cztery więc miałby 4 Fiaty. Na tym właściwie kończy się beztroska część życia tego nieszczęsnego komiksu. 10 lat po pierwszym wydaniu przyszedł czas na reedycję. Niestety jak to zwykło bywać w czasach peerelowskiego burdelu - oryginały zaginęły. Uradzono zatem, że komiks trzeba zrobić raz jeszcze. Bogusław nie zgodził się kalkować swoich rysunków (pewnie dlatego że i tak nie miał talonów), więc robotą zajął się pan Mietek z portierni co malował zajebiste chusty rezerwistom. Mietek, choć zdolny, miał w piórniku tylko grube chińskie pisaki, mające się tak do superaśniutko-cieniutkich pisaczków Bogusława jak tył od Jelcza do przodu Ferrari. Efekt był taki jak na załączonych obrazkach:
Oryginał z 1972 i wydanie II z 1982
Na szczęście czytelnicy nieznający oryginału nie zauważyli ściemy i wszystko rozeszło się po kościach. Zły jednak nie śpi. 20 lat później, w rocznicę tej  haniebnej profanacji, z nieznanej nikomu przyczyny wydawnictwo MUZA SA postanawia raz jeszcze wykonać (wydać) salto śmierci. Oryginały już dawno zjadły myszy, więc należało komiks zeskanować z wydrukowanych egzemplarzy. Lecz po co powierzać tak mało odpowiedzialne zadanie profesjonalnym operatorom  DTP skoro pan Mietek ma w domu skaner i mnóstwo dobrych chęci?  Efekt finalny pracy nad reedycją był jeszcze gorszy niż przerysowanka z 1982 roku - kadry rozmyte, kolory brudne a całość kiepsko wydrukowana. Mimo niskiej ceny egzemplarze jeszcze długo grzały póły w empikach. Później próbowano te biedne komiksy pakować w zbiorowe pudełka i sprzedawać (z nieznanym skutkiem) ślepym dzieciom.
Minęło lat kilka. Zły jednak nie spał, bo w nie wiadomo którą już rocznicę wiadomego wydarzenia z 82, wydawnictwo Murator postanawiło wykonać raz jeszcze salto śmierci dołączając komiks jako bezpłatny dodatek do Super Expressu. Niewątpliwym bonusem tej edycji stał się występ Kapitana Żbika w reklamie. Na ostatniej stronie Żbik mówi: „W każdy wtorek melduję się w SUPER ESPRESSIE!” To niestety jedyny bonus tego kuriozum. Wydawnictwo z góry zakładając oczywiste straty finansowe druknęło całość na ekonomicznym papierze gazetowym 126-go gatunku. Szmatławy efekt końcowy przebił wszystkie poprzednie dokonania związane z dziełem Bogusława bo na dokładkę każdą planszę rozciągnięto w pionie o 16mm przez co wszyscy bohaterowie znacznie poprawili swój indeks BMI.
Oryginał z 1972 i edycja z SuperExpressu




Nasuwa się refleksja: co jeszcze można zrobić z „Saltem Śmierci”? Ano chodzą słuchy, że wydawnictwo P.W. PROFAN S.A. zamierza wydrukować komiks na papierze ściernym a docelowo na szczurzych gównach.


gogoman